Byłam. Jestem.
- 14 paź 2021
- 3 minut(y) czytania

Moje życie dzieli się na to sprzed choroby i to po chorobie. Dzieli się ono na wielu płaszczyznach. Wizualnym - bo przecież nie mam już moich piersi, lewa ręka jest mniej sprawna, bo nie mam węzłów chłonnych, obecnie nawet nie mam swoich loków, a tylko odrastające, puszyste włoski, które zaczęły pokrywać moją łysą głowę Mentalnym – chyba każdy kto zachoruje na chorobę z autoagresji powie, że po diagnozie przewartościował swoje życie, więc nie będę wyjątkowa w tym, ale tak właśnie się stało. Nie stało się to od razu po usłyszeniu diagnozy. Do tego dochodziłam przez dłuższy czas, ale najważniejsze że do tego doszłam i moje życie jest inne. Spokojniejsze, bez lęku – a jeśli się pojawi rozkładam go na czynniki pierwsze, bez zastanawiania się co powiedzą inny, bez oceniania, bez nakłaniania czy naciskania, bez zmuszania siebie i innych, bez żalu czy braku wybaczenia. Oczywiście są sprawy które poruszają, są osoby które przyprawiają mnie o negatywne emocje, ale dla mnie najważniejsze jest to, że zdaję sobie z tego sprawę, bo jeśli tak jest to mogę nad tym pracować.
Świadomym – ten punkt łączy się ze zmianą mentalną. Kiedy byłam młodsza i ktoś mówił mi o intuicji myślałam sobie „chyba jestem jakaś inna, bo ja nic nie czuję”, ale z biegiem lat zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że zawsze ją czułam, tylko mój rozum był za głośny. W pewnym momencie mojego życia zaczęłam słyszeć moją intuicję i jej słuchać. Nie zawsze oczywiście, ale później mówiłam sama do siebie: „ a nie mówiłam?”. Czasami spotykamy się z opisem osoby, że jest Starą Duszą. Każdy z nas nią jest, tylko czasem życie które wybraliśmy w tym ciele nie jest jeszcze gotowe na przyjęcie tej wiedzy, którą tak naprawdę mamy cały czas w sobie.
Ja odkąd pamiętam uwielbiałam sny, zastanawiałam się co one oznaczają, a przecież są naszą rozmową z podświadomością. Uwielbiałam numerologię. Fazy księżyca. Symbole. Moje zainteresowania już mnie przybliżały do tego co dzieje się teraz. Kiedy znalazłam u siebie guza w piersi moja intuicja powiedziała mi bardzo głośno i wyraźnie co spowodowało jego powstanie. Oczywiście: niezdrowa dieta, zakwaszenie organizmu, stan przewlekły zapalny, ale najgłośniej usłyszałam Ciocia. 1,5 roku wcześniej odeszła moja ukochana ciocia, a ja nie potrafiłam poradzić sobie z tym, moja żałoba była nieustanna, żyłam w rozpaczy i ciągłym zadręczaniu się odtwarzając jej ostatnie chwile. Niby to wiedziałam, ale nie miałam pojęcia co z tym zrobić dalej. Kiedyś powiedziałam, że „kiedy ciało będzie gotowe, znajdzie się Nauczyciel” i tak też się stało. Pojawił się „przypadkiem” Jan – mój terapeuta, który pomógł mi odnaleźć konflikt biologiczny, ale pomaga mi dalej rozpracowywać moje dziedziczone kody i programy, które otrzymałam od moich przodków, ale które też „zabrałam” ze sobą w postaci karmy z poprzednich żyć. Być może ktoś kto to czyta pomyśli sobie – odpłynęła. Niech tak myśli Dla mnie najważniejsze jest to jak zmieniło się moje życie, jak je postrzegam i jak się z tym czuję.
Jednak wracając do tytułu. Patrząc na siebie w lutrze nie widzę już tej Oli sprzed kilku miesięcy. Widzę nową siebie. Co prawda mam te same oczy, usta, uszy, okulary, mam ten sam uśmiech i głos, ale jestem zupełnie inną osobą. Czuję się wolna. Czuję, że chce pogłębiać wiedzę i poszerzać świadomość. Chcę pomagać innym. Chcę pomagać sobie. Czasami ogarnia mnie tak wielka miłość i wdzięczność, że potrafię usiąść i płakać, ale ze szczęścia. Jestem ciekawa każdego dnia, ale jak najwięcej spędzam czasu Tu i Teraz, bo tylko wtedy życie ma sens i przeżywamy je w pełni. Jestem podekscytowana tym, że moja podróż dopiero się rozpoczęła i z cierpliwością czekam na to co mi przyniesie.
Z miłością,
O.

Komentarze